Nazywam się Sylwia Talar, a właściwie Dorota – Sylwia Talar, ale… nie spodziewaj się, że zareaguję na imię „Dorota”. Nie jestem osobą anonimową i nie staram się być – osoby anonimowe przerażają mnie. Staram się, by mój świat był kolorowy. Niniejsza witryna jest przede wszystkim miejscem, w którym zamieszczam fragmenty własnego „talentu” epickiego i lirycznego. Cieszę się, że tutaj Jesteś. Zapraszam, choć nie obiecuję, że znajdziesz wewnątrz wodotryski i inne gadżety. Na podstronach tej witryny znajdziesz przede wszystkim fragmenty mojego życia, choć nie jestem ekshibicjonistką.

Mój dziennik lub – jak kto woli – blog, a właściwie fotoblog, czyli zero-jedynkowy pamiętnik desperatki, to całkowicie indywidualny, przesiąknięty moją szaloną gonitwą myśli, prowadzony w formie autoterapii, czyli mówiący o wszystkim i o niczym zakątek epicki, wspomagany dość często własnymi tworami graficznymi i fotograficznymi… Jeśli mam ochotę cokolwiek napisać, piszę to. Jeśli komuś moje teksty się nie podobają – prosta rada: niech omija je szerokim łukiem. Jestem jednostką niesubordynowaną, mam gdzieś rozmyślania na temat “co ludzie powiedzą”, piszę to, co myślę i chcę – nie zamierzam tej zasady zmieniać.

Nie uniknę zamieszczania tutaj wielu informacji o książkach – mniej lub bardziej ciekawych, o muzyce, kinie, teatrze… Poza tym o najistotniejszych dla mnie sprawach: fotografice, grafice komputerowej i przetwarzaniu kodu zero – jedynkowego w witryny WWW, gdyż jest to mój świat zawodowy i pasja. Na pewno w jakimś stopniu będzie obecna w mojej witrynie sztuka japońska (manga, anime), muzyka japońska (j-pop, j-rock), kultura japońska, psychologia, filologia polska, dobry film starokontynentalny i dobre kino azjatyckie (jednakże z wyłączeniem chińskiego) – jest tego o wiele więcej, ale wymienianie wszystkiego zajęłoby mi zbyt wiele czasu. :)

Wygląd… Nie ma co ukrywać – pięknością to ja nie jestem :) Ale też nie ma co płakać – lustra jeszcze nie pękają na mój widok, więc chyba jest OK. Fotografika, grafika komputerowa, informatyka, psychologia, procesy poznawcze i ludzkie zachowania – to coś, czym żyję, niemalże 24 godziny na dobę. Dzięki temu, że wciąż czytam dużo o zmienności, powtarzalności, nieprzypadkowości ludzkich stanów emocjonalnych, zachowań, odczuć, coraz bardziej rozumiem samą siebie – choć muszę przyznać, że czasami miewam z tym mały problem, ale w końcu "nobody’s perfect". Kontinuum emocjonalne w moim wykonaniu bazuje na mieszance euforii i rozpaczy, znaczy nie jest ze mną jeszcze tak najgorzej, ale… kontrolna wizyta u specjalisty wskazana – jakby na to nie patrzeć… Ostatnio bawi mnie rozgryzanie ludzkich osobowości. Przyglądam się ludziom przez pryzmat aparatu fotograficznego: na ulicy, w tramwaju, w kolejce SKM, w kawiarni, w sklepie, na imprezie, gdziekolwiek… Robię to czasami oficjalnie, niekiedy z ukrycia, a innym razem – z całkowitej przypadkowości… Po zakolach mózgu kołaczą się uaktywnione wiadomości – tu i ówdzie wchłonięte… Nawet nie przypuszczacie, jak łatwo można dopasować teorię do rzeczywistości. Wystarczy kilka razy przeczytać "Psychiatrię" Billikiewicza oraz "Teorie osobowości" Calvina S. Halla, by dowiedzieć się, co z czym należy połączyć dla odczytania zachowania… I profil osobowości gotowy… :)))

