Teoretycznie jestem…

teoretycznie-jestem

Teoretycznie jestem tylko człowiekiem. To, że doświadczam pewnych emocji jest naturalne. Mam prawo być zła, mało tego mam prawo być wściekła i kogoś nie lubić. Mam prawo mieć żal do kogoś, kto mnie skrzywdził. Ale dla wielu ludzi z mojego otoczenia, są to prawa niepojęte. Bo ja – otwarta zawsze i na wszystkich ekstrawertyczka – powinnam wykazywać się ponadludzką życzliwością i wyrozumiałością. Innymi słowy, powinnam być kimś na podobieństwo matki Teresy, która nie potrafiła się gniewać, powinnam wszystko wybaczać już na wstępie, mówić super delikatnym i ciepłym głosem, nawet wówczas, gdy jest mi źle. Nie, na matkę Teresę kwalifikacji nie posiadam. To już dawno zrozumiałam. Albo i to… Czy przynoszenie swojej pracy do domu jest aż tak niedobre, że trzeba wojnę w domu robić? To, że czasami nie mogę skupić się “w godzinach urzędowania” nad materiałami i staram się sfinalizować pewne projekty w domu, czy to urąga mojej godności, wolności, kobiecości..? Że przyklejam się niekiedy do laptopa na godzin lub dni kilka i trudno mnie od niego oderwać, to już aż taka wielka i nieszczęśliwa rzecz się dzieje..? Chyba lepiej, że w domku to robię, gdzie jestem “pod ręką”, niźli gdybym kwitła godzinami gdzieś poza nim..? No i jak ja mam się nie denerwować? Ciągle słyszę od Stefanka, że wolne dni od zarobkowania, to wolne dni od Internetu, od laptopa, od komórki… I że męczy go ta moja bezustanna pozycja przyklejonej do laptopa pracoholiczki. I że niebawem skończy się jego cierpliwość. I się wyprowadzi. Albo zacznie odłączać nam Internet na weekendy. Bo wg Stefanka pewne zachowania moje są niereformowalne. Starałam się podejść do tych “zarzutów” z dużą dozą cierpliwością. Nawet desperacko postanowiłam raz, czy dwa, popołudniami zapomnieć o laptopie, ale… tylko ja to zauważyłam, a brak zachęty i dobrego słowa ze strony współplemieńców, upewnił mnie tylko w przekonaniu, że tak naprawdę i tak nikt nie dostrzeże, czy siedzę przy laptopie, czy też nie. Słowa, słowa, słowa, a jak przychodzi co do czego, to woda w usta i zero pochwał. Bo “tak ma być” i to niby norma. A ja nienormalna jakaś jestem, czy coś w ten deseń. Momentami ręce mi opadają i totalne załamanie mnie chwyta. Jasnowidzem nie jestem i nie mam możliwości odgadywania zachcianek otoczenia. Poza tym, czego w ogóle nikt nie bierze pod uwagę, mam swoje obowiązki i czasami wymagają one ode mnie takiego, a nie innego zachowania. Może kiedyś, gdy zmienią się warunki, będzie inaczej, ale póki co jest, jak jest…

Różne 037n95_1266

Dodaj odpowiedź